Laika

Wywiad

Z Guyem Fixsenem rozmawia Wojtek Kozielski

WOJTEK KOZIELSKI: Dlaczego na nazwę zespołu wybraliście imię radzieckiego psa-kosmonuty, Łajki?
GUY FIXEN: Wiem, że dla mieszkańców Polski może wydawać się to trochę dziwne, ale tak naprawdę chodzi o to, że lubimy się otaczać rosyjskimi motywami.

A nie mógł to być jakiś "zachodni" bohater?
- Za tym wszystkim kryje się pewna historia. Kiedy nagrywaliśmy pierwszą płytę, trudno nam było zdecydować się na nazwę dla kapeli. Ogłosiliśmy nawet konkurs w piśmie "Melody Maker", było jednak tyle propozycji, że nie zdecydowaliśmy się na żadną z nich. Kiedy kończyliśmy sesję w studiu okazało się, że musimy jak najszybciej na coś się zdecydować, gdyż wstrzymujemy druk okładki. Wybraliśmy się z Margaret Fiedler na spacer po King Cross w Londynie. Wstąpiliśmy do pewnej księgarni, gdzie znaleźliśmy kalendarz dla dzieci, w którym każdej dacie przyporządkowane było jakieś wydarzenie z przeszłości. Był wówczas 3 listopada i przeczytaliśmy, że tego dnia w 1957 roku Rosjanie wysłali w kosmos psa Łajkę.
Najpierw spodobało nam się brzmienie tego słowa, później dotarła do nas cała prawda o psie wysłanym w kosmos. Wyobraziliśmy go sobie, patrzącego z przestworzy na Ziemię, i wydało nam się to czymś bardzo pięknym i wzruszającym. Druga strona tej historii dotyczy tego, że Margaret i ja jesteśmy obrońcami praw zwierząt. A podróż Łajki była jednym z najbardziej okrutnych doświadczeń na zwierzętach w historii ludzkości Wysłano psa w kosmos i nie zaplanowano jego powrotu na Ziemię. Skazano go na śmierć. To także zmusza do myślenia.

Pierwsze muzyczne kroki stawialiście grając w formacjach rockowych. Dlaczego w pewnym momencie zdecydowaliście się odejść od muzyki gitarowej i skierować się w rejony elektroniki?
- Po prostu byliśmy trochę znudzeni. Zawsze słuchaliśmy różnych gatunków, nie tylko rocka. Kiedy zaczynaliśmy się udzielać w kapelach, a było to na przełomie lat 80. i 90., istniał mocny trend na zespoły rozwijające formułę gitarowego rocka, na czele z My Bloody Valentine i Sonic Youth. Bardzo nas to inspirowało, jednak za bezcelowe uznaliśmy podążanie wytyczonymi przez nie ścieżkami. Nie było wówczas wielu wykonawców rockowych, korzystających z samplerów oraz instrumentów elektronicznych. Jedynym z nielicznych takich bandów był Young Gods. Udało mi się zobaczyć ich w na koncercie w Londynie i było to dla mnie cholernie inspirujące przeżycie.
Chcieliśmy też robić muzykę, która stanowiłaby odzwierciedlenie naszych kolekcji płytowych. Muzycy często posiadają bardzo dobre zbiory, ale ich twórczość albo odzwierciedla tylko pewien ograniczony fragment tych kolekcji, bądź sprowadza się jedynie do krążków z rockiem. My chcemy oddać ducha tych płyt, które naprawdę kochamy.

Dokonania Laiki trudno przyporządkować do konkretnego nurtu. Pamiętam jednak, że wasza nazwa pojawiła się w słynnym artykule Simona Reynoldsa "Shaking The Rock Narcotic", który zapoczątkował narodziny stylu określanego mianem post rocka. Czy w jakiś sposób zaliczacie się do jego przedstawicieli?
- Czuję się bardzo komfortowo, robiąc coś zupełnie innego niż reszta wykonawców. Lubię to uczucie, kiedy jestem postrzegany jako pewna indywidualność, a nie część określonego nurtu. Muzyka jest formą komunikacji i formą wyrażania samego siebie - dlaczego więc mam rezygnować z możliwości robienia rzeczy unikalnych? To, do czego odnosi się robienia muzyki, sprowadza się do wyrażenia samego siebie i porozumiewania się poprzez dźwięki z innymi. To oryginalność kształtują emocje, a czegoś takiego nie widzę obecnie w post rocku, przynajmniej w tej formie, którą przybrał on obecnie. Reynolds wymyślił ten termin w czasie, kiedy tworzyliśmy swój pierwszy longplay i chciał określić nam przyszłość. Nasza odpowiedź brzmiała: "Nie". Dziennikarze muszą kreować pewne sceny dla potrzeb swoich artykułów, aby mieć o czym pisać - tak jest przynajmniej w przypadku brytyjskiej prasy muzycznej, która nie rozumie, że artyści potrzebują indywidualności.
Obecnie termin post rock odnosi się raczej do wykonawców naśladujących grupę Tortoise, formacji grających głównie muzykę instrumentalną inspirowaną jazzem. Muzykę, która - w moim mniemaniu - jest bardziej "zakręcona" i mniej zogniskowana niż twórczość Laiki. Dla nas bardzo ważne są wokale. Słyszałem ostatnio tyle kiepskiej muzyki instrumentalnej, że powoli odbieram muzykę bez wokalu jako pozbawioną emocjonalnego kontaktu ze słuchaczem. Chociaż nie jest tak do końca - lubię dokonania Milesa Davisa, choć jest to muzyka instrumentalna. Obecnie post rock nie niesie ze sobą tej jego cudownej wirtuozerii; kiedy on grał na trąbce zastępowało to głos i miało właśnie ten emocjonalny wymiar.

Właśnie, na albumie "Good Looking Blues" można wyczuć jazzowe wpływy. Zrobiliście to jednak inaczej niż setki innych artystów, którzy łączą syntetyczne rytmy z samplami z klasycznych jazzowych albumów...
- Właśnie o to nam chodzi! Sampler to dziwny instrument, bardzo "matematyczny". W porównaniu do gitary jest znacznie bardziej ekstremalny i dobra muzyka robiona za jego pomocą w całości opiera się na wyobraźni muzyka. Ma też złą stronę - jest narzędziem służącym do kradzieży. Jeżeli opierasz na nim swoje utwory, musisz to robić w sposób kreatywny. Jeżeli bierzesz coś ze starych płyt, powinieneś wiele zmieniać i modulować, maksymalnie "popieprzyć" - wtedy ma to sens.  

Czy wiecie już, jak będzie wyglądał kolejny krążek duetu Laika?
- Odpowiedź brzmi: "Nie"! Nie jesteśmy bandem, który opiera się na wymyślonej koncepcji, a pisząc muzykę próbujemy kierować się emocjami. Jeżeli ktoś opiera swoją muzykę na pewnym określonym wzorcu, przyniesie ona znacznie mniej emocji.

27 listopada 2000, cyt za onet.pl

Nadchodzące koncerty

Brak koncertów

Przeszłe koncerty

  • 27.05.2004, Zamek w Szczecinie, Szczecin Music Fest 2004,Laika

Zamów newsletter

Zapisz się i bądź na bieżąco.

kup BILET

Tu znajdziesz pełną listę punktów sprzedaży biletów na nasze koncerty. Więcej

darmowe WEJŚCIÓWKI

Cyklicznie losujemy darmowe bilety na nasze koncerty. Więcej

Dołącz do nas